Polskie racje, czyli która jest najmojsza

Obraz prawdziwego Polaka

W humorystycznej książce “Niebezpieczne związki Mariana Klepki“, któremu sądząc po tytule jednej brakuje, dowiemy się całej prawdy o polskiej prowincji. Debiut Krzysztofa Jarząbka to krzywe zwierciadło, w którym jeśli nie możemy przejrzeć się sami, to możemy z pewnością zobaczyć kogoś, kogo znamy. Głównym bohaterem jest tytułowy Marian, herszt bandy na osiedlu, wielbiciel życia na zasiłku i krytykowania wszystkiego, co popadnie. Klepka ma swoich kolegów, z którymi delektuje się piwem wysokowoltażowym.Siedzi na ławeczce pod sklepem monopolowym, w sercu osiedla robotniczego i oddaje się dyskusjom o polityce i kondycji gospodarczej kraju. Występuje zawsze w roli eksperta, pocąc się i wykrzykując swoje racje. Wszyscy słuchają go tylko dlatego, że ma gest i stawia alkohol, a nawet spłaca zadłużenie u pani Grażynki. Sprzedawczyni nienawidzi Mariana całą sobą, ale nie ukrywa, że dobrze na nim zarabia, więc pozwala mu toczyć te same monologi o zasługach prawicy.

Marian to klasyka prowincji; bezrobotny od zawsze, łysiejący niski pan w klapkach, którego mięsień piwny stanowi połowę jego samego. W niewiadomych okolicznościach wchodzi w posiadanie ogromnej sumy pieniędzy, ale źródłem nie chce się pochwalić. Nikt nie pyta, bo Klepka ma gest i stawia alkohol, więc nawet jego gadanie przestaje przeszkadzać, a Profesor i Jasio, główni beneficjenci finansów Mariana nawet go chwalą i przytakują, że mądrze gada. Bohater pała bezkrytycznym uwielbieniem do jednej partii, tej prawicowej, która stoi murem za kościołem, wychwalając miliony zasług prezesa, siejąc propagandę o zamachu w Smoleńsku. Lubi to, co robi i nie przejmuje się krytyką, z resztą na każdego ma haki i każdemu potrafi wytknąć wszystko, obrażając go przy tym ile wlezie. Taki jest właśnie klasyczny Polak, który nienawidzi sąsiada, źle mu życzy i marzy mu się, że wreszcie jego kraj powstanie z kolan.

60-letni profeta spod spożywczaka

Marian jest groteskową postacią, która powtarza się jak katarynka i przypomina bardziej aparat propagandy niż człowieka. Wypluwa z siebie zdania bez namysłu, często te same, albo zdarza się, że wykluczające się i bezsensowne. Dla niego jednak najważniejsze, bo marzy mu się, że jedyna słuszna partia wreszcie dojdzie do władzy i zrobi z wszystkimi porządek. W między czasie pojawia się coraz więcej rodziny Mariana, skuszonej plotkami o jego majętności. Dla pieniędzy są w stanie udawać zażyłość rodzinną, odnawiać więzy, a nawet oszukiwać Mariana, że wszystko, co mówi jest słuszne. Ani się nie obejrzy jak w jego świat wkroczą młodzi ludzie przyodziani w ortalionowe dresy, prewencyjne upomnienia policji (milicji, jak mówi Marian, bo się przecież nic nie zmieniło), a nawet pojawią się twarde narkotyki. Tak właśnie wygląda kraj do 15.00, kiedy reszta siedzi w pracy.

Książka nie stroni od wulgarnego humoru i przekleństw, ale jest napisana z myślą o satyrze na stereotypy odnośnie prowincji. Mamy tu Sebę i Karinę, bąbelki, zdradzieckie mordy, komuchów, resortowe dzieci i moherowe berety (całą gwardię). Gorące wakacje, piwo na zeszyt i panią w spożywczaku, która chodzi w podomce i podrywa młodszych mężczyzn z bejsbolem w ręce. Jest tu wszystko z czego się śmiejemy, ale też niestety wszystko, co jest w naszym kraju prawdziwe.

Book obraz autorstwa freepik - www.freepik.com